Polska nie byłaby w stanie ochronić obywateli przed zmasowanym rosyjskim atakiem? Taką tezę postawił Wołodymyr Zełenski w rozmowie z brytyjską telewizją Sky News.
– My zestrzeliliśmy ponad 700 dronów z 810, a Polska miała 19 i zestrzeliła cztery – powiedział prezydent Ukrainy, wywołując burzę komentarzy.
Choć Zełenski zaznaczył, że to „nie jest przytyk do przyjaciół z Polski”, jego słowa zabrzmiały jak jawna krytyka gotowości militarnej naszego kraju.
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Władysław Kosiniak-Kamysz, szef MON, nazwał wypowiedź Zełenskiego „niepotrzebną i nieprawdziwą”.
– To, że nie jesteśmy w stanie wojny, nie oznacza, że jesteśmy bezbronni – podkreślił. Przypomniał też, że Polska jako jeden z nielicznych krajów NATO realnie zareagowała, zestrzeliwując zagrożenie.
W tle całego konfliktu są dramatyczne wydarzenia z nocy 9 na 10 września – rosyjskie drony wielokrotnie wtargnęły w polską przestrzeń powietrzną.
Część z nich została zniszczona przez polskie i sojusznicze siły. Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych nie miało wątpliwości – „to akt agresji”.
Czy sojusz Polski i Ukrainy zaczyna pękać?