Hotel sejmowy, który miał być miejscem pracy i odpoczynku dla parlamentarzystów, coraz częściej przypomina pole bitwy – i to dosłownie. Minister rolnictwa Stefan Krajewski w rozmowie z Radiem ZET nie owijał w bawełnę: zamieszkał gdzie indziej, bo nie chciał być kojarzony z tym, co dzieje się za drzwiami sejmowych pokoi.
– To nie są już zwykłe spotkania przy winie. Pojawili się patoposłowie i trzeba to jasno powiedzieć – stwierdził Krajewski. Choć nie podał nazwisk, zasugerował, że chodzi o debiutujących parlamentarzystów. – W poprzedniej kadencji nie było takich scen. Były rozmowy, czasem trudne, ale kulturalne – dodał.
Tymczasem doniesienia o skandalach z alkoholem w tle mnożą się. W maju do hotelu musiała interweniować policja, gdy doszło do burdy z udziałem polityków PiS i ich gości – jeden z uczestników był pijany. W lutym z kolei senator Maciej Kopiec z Lewicy w stanie nietrzeźwym wyzywał posłów innych partii – nagranie wywołało burzę, ale nie pociągnęło za sobą konsekwencji.
Hotel sejmowy miał być oazą spokoju dla ludzi uchwalających prawo. Dziś coraz częściej staje się symbolem upadku parlamentarnych standardów.