Dwa lata po objęciu władzy przez koalicję KO, Lewicy, Polski 2050 i PSL, obraz politycznej rzeczywistości nie jest różowy. Zamiast stabilnego rządzenia mamy rosnące napięcia w Sejmie, rozczarowanie społeczne i niezrealizowane postulaty kampanijne. Zbliżające się wybory w 2027 roku mogą stać się dla koalicji prawdziwym testem przetrwania.
Na pierwszy ogień idzie temat kwoty wolnej od podatku – jednej z najbardziej oczekiwanych obietnic wyborczych. Choć rząd nie próżnował w innych obszarach (Aktywny Rodzic, renta wdowia, podwyżki), to podwojenie kwoty wolnej ugrzęzło w martwym punkcie. Przy deficycie budżetowym na poziomie 7 proc. PKB i kosztach reformy szacowanych na 56 mld zł, premier Tusk i jego ministrowie zdają się krążyć w pułapce własnych deklaracji.
Do tego dochodzą napięcia wewnątrz samej koalicji. Zmiana marszałka Sejmu z Hołowni na Czarzastego, walka o stanowiska wicepremierów, czy brak regularnych spotkań liderów powodują narastające frustracje. Politycy mówią wręcz o „rozdwojeniu jaźni” – w rządzie jakoś to działa, ale w Sejmie wrze.
Na horyzoncie rysują się kolejne miny: wprowadzenie systemu ETS2, napięcia wokół polityki zdrowotnej (rosnący deficyt NFZ, konieczność zmian w ustawie o wynagrodzeniach medyków), czy presja związana z bezpieczeństwem i sytuacją geopolityczną. Rząd straszy agresją ze Wschodu, a jednocześnie musi tłumaczyć się z braku konkretów w sprawie migracji i polityki energetycznej.
Doniesienia o możliwej roszadzie w rządzie – z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz jako nową wicepremierką i przyszłą liderką Polski 2050 – nie uspokajają nastrojów. Zwłaszcza że napięcia między nią a Donaldem Tuskiem są ponoć na porządku dziennym.
Podsumowując: Donald Tusk i jego koalicja wchodzą w decydującą fazę kadencji z bagażem niespełnionych obietnic, budżetową czarną dziurą i rosnącą frustracją – zarówno wyborców, jak i wewnętrznych sojuszników.