Nowe informacje w sprawie sabotażu na kolei mrożą krew w żyłach. Minister infrastruktury Dariusz Klimczak ujawnił w TVN24, że aż dziewięć ciężkich składów – o łącznej masie ponad 13 tysięcy ton – przejechało po torze, na którym wcześniej zdetonowano ładunek wybuchowy.
Minister zaznaczył, że dopiero dziesiąty pociąg, skład Kolei Mazowieckich, zatrzymał się w miejscu uszkodzenia toru, po zgłoszeniu niepokojących wibracji przez maszynistę wcześniejszego kursu. – Fragment szyny istniał, gdy przejeżdżał po nim ostatni skład Intercity – potwierdził Klimczak, powołując się na zapisy z monitoringu.
Ale to nie wszystko. Według ministra, sprawcy nie poprzestali na jednej próbie. W okolicach Puław odnaleziono niebezpieczne obejmy założone na torach – kolejny sygnał, że dywersanci działali metodycznie i planowali więcej niż jeden zamach.
Polskie służby już ustaliły tożsamość sabotażystów. Chodzi o dwóch obywateli Ukrainy współpracujących z rosyjskim wywiadem, którzy – jak wcześniej ujawnił premier Tusk – zbiegli na Białoruś. – Zrobimy wszystko, by zostali osądzeni w Polsce i spędzili tu resztę życia w więzieniu – zapowiedział Klimczak.
W odpowiedzi na coraz częstsze przypadki ingerencji w systemy kolejowe, rząd planuje modernizację systemu radio-stop. Nowe technologie mają zabezpieczyć komunikację przed zakłóceniami – analogowy system zostanie zastąpiony zaszyfrowanym i odpornym na ataki z zewnątrz. – Wkrótce nie będzie już możliwości zdalnego zatrzymywania pociągów – zapewnił minister.
Sprawa zyskała nowy, jeszcze bardziej dramatyczny wymiar – nie tylko z powodu samego sabotażu, ale dlatego, że przez zniszczony tor przejechały kolejne składy. To cud, że nie doszło do katastrofy.