Radosław Sikorski nie czeka już na rozwój wydarzeń – sam przechodzi do ofensywy. Jego najnowszy gest na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, gdzie ostentacyjnie zignorował Sławomira Cenckiewicza, to nie tylko symbol, ale też sygnał zmiany taktyki. Dawne nieformalne kontakty z ludźmi obozu prezydenckiego przeszły do historii – teraz liczy się konfrontacja.
Dotąd unikał bezpośrednich ataków na Karola Nawrockiego, skupiając się na jego ministrach. Ale czasy się zmieniły. Dziś Sikorski – jako wicepremier i szef MSZ – uderza prosto w Nawrockiego, przypisując mu nawet sympatie polexitowe. To część większego planu: walka o schedę po Tusku i budowa własnego, silnego zaplecza.
Choć przegrał już trzy razy wyścig o prezydencką nominację, nie zamierza się poddawać. Wręcz przeciwnie – otacza się młodymi lojalistami, działa intensywnie w strukturach partii i szuka nowego sojuszu: KO + Konfederacja jako tamę dla PiS-u. W tej układance to on – nie Trzaskowski, nie Tusk – jawi się jako najgroźniejszy rywal Nawrockiego.
Do tego dochodzą konkretne ruchy: zamyka rosyjskie placówki, odbiera paszporty, ogranicza wpływy. A wszystko to z nową książką w tle – „Z okopu do Europy” – gdzie przypomina, że jego wojna z Rosją zaczęła się nie w mediach, a w prawdziwych okopach Afganistanu.