— Jacy ludzie? — zapytałem.
— Nie wiem… jacyś panowie z papierami. Mówią, że to komornicy. I facet w garniturze… prawnik. Rozłączyłem się bez słowa. Ana spojrzała na mnie uważnie. — Zaczęła. — Nie — odpowiedziałem. — Dopiero teraz zrozumiała. Tego samego popołudnia poszedłem do domu, z którego mnie wyrzucono. Niebo było ołowiane, a okolica wydawała się mniejsza, niż pamiętałem. … Read more