Według doniesień niemieckiego dziennika „Die Welt”, pięć rosyjskich dronów w nocy z wtorku na środę obrało kurs prosto na jedną z baz NATO zlokalizowanych na terenie Polski. Trzy z nich miały zostać zestrzelone przez holenderskie myśliwce F-35, a dwa pozostałe zakończyły lot w niejasnych okolicznościach.
Wszystko działo się w czasie intensywnego ataku Rosji na Ukrainę, podczas którego odnotowano liczne naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Systemy obrony przeciwlotniczej zareagowały natychmiast, a sojusznicze radary śledziły każdy podejrzany obiekt. Jak dotąd udało się odnaleźć wraki 16 dronów.
Według źródeł NATO, których wypowiedzi cytuje „Die Welt”, użycie tak dużej liczby dronów i ich kierunek lotu sugerują, że nie był to przypadek. Mowa o największym incydencie bezpieczeństwa na terytorium NATO od wielu lat. Oficjalne stanowisko Sojuszu nie pozostawia złudzeń – podejrzewa się celowe działanie mające na celu testowanie gotowości obronnej.
Tymczasem litewskie władze zdementowały pogłoski o naruszeniu ich przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony, mimo że takie informacje również pojawiły się w mediach.
Napięcie rośnie, a środowa narada wewnętrzna NATO tylko potwierdza, że sytuacja jest analizowana z najwyższym priorytetem. Polska przestrzeń powietrzna – będąca zarazem częścią terytorium Sojuszu – została potraktowana jako cel, co może mieć daleko idące konsekwencje w kontekście bezpieczeństwa całej Europy.