Decyzja o zawieszeniu programu Jimmy’ego Kimmela odbiła się szerokim echem w USA – teraz głos zabrał sam Barack Obama. Były prezydent nie przebierał w słowach i oskarżył administrację Trumpa o eskalację politycznej cenzury.
– Po latach lamentów nad „cancel culture”, obecna administracja przeniosła ją na nowy, niebezpieczny poziom – napisał Obama. Zarzucił Trumpowi, że jego ludzie grożą firmom medialnym za brak lojalności wobec prawicy.
Przypomnijmy – Kimmel skomentował śmierć Charliego Kirka w swoim show i skrytykował sposób, w jaki Trump zareagował na tę tragedię. Porównał jego żałobę do „czterolatka po stracie złotej rybki”.
ABC szybko zdjęła program z anteny, a Trump nie ukrywał radości. – Wspaniała wiadomość – stwierdził, dodając, że Kimmel i tak „nie miał talentu”.
To nie koniec zmian. CBS ogłosiła, że nie przedłuży umowy z innym komikiem – Stephenem Colbertem. Powód? Mówi się o jego krytyce wobec finansowania biblioteki Trumpa przez koncern medialny.
Sytuacja za oceanem wzbudza poważne pytania o wolność słowa i przyszłość satyry politycznej w USA. Obama ostrzega: to już nie jest tylko walka o media, ale o fundamenty demokracji.