Nowacka tłumaczy niską frekwencję na edukacji zdrowotnej. „Gdyby było obowiązkowe, mielibyśmy zlot szurii”

Minister edukacji Barbara Nowacka nie owijała w bawełnę, gdy pytano ją o fatalną frekwencję na nowym przedmiocie szkolnym – edukacji zdrowotnej. W niektórych placówkach na zajęcia uczęszcza zaledwie co piąty uczeń. Powód? – Przedmiot nie jest obowiązkowy, bo w przeciwnym razie szkoły opanowałaby „szuria” – powiedziała wprost Nowacka, odnosząc się do zamieszania wokół szczepień HPV i medialnej nagonki z prawej strony sceny politycznej.

Szefowa MEN oskarżyła episkopat i część prawicowych publicystów o celową dezinformację, która miała przestraszyć rodziców. – To przedmiot o zdrowiu, ruchu, profilaktyce i higienie. Bez seksualizacji, bez ideologii – zapewniła. Jej zdaniem wiele środowisk miało z góry zaplanowaną kampanię strachu, zanim jeszcze opublikowano podstawę programową.

Ministerstwo zamierza zbadać przyczyny niskiej frekwencji i zapowiada intensywną walkę z fake newsami. – Nie cofniemy się. Będziemy demaskować kłamstwa – zapowiedziała Nowacka, dodając, że wiele rodzin wciąż potrzebuje czasu, by zaufać nowemu podejściu.

Czy edukacja zdrowotna ma jeszcze szansę się przyjąć? Czy wojna ideologiczna pogrzebie kolejny projekt reformy szkoły?

Advertisements

Leave a Comment