Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek w końcu pokazał projekt tzw. „ustawy praworządnościowej”, mającej odwrócić skutki ośmioletnich rządów PiS w sądownictwie. Choć propozycja wydaje się łagodna, jak na jego dotychczasowy styl, to jej los jest już właściwie przesądzony – ustawa trafi na biurko prezydenta Karola Nawrockiego tylko po to, by tam zostać zablokowana.
Rząd chce ekspresowo przepchnąć projekt przez Sejm – celem jest, by dokument trafił do prezydenta jeszcze przed końcem roku. Jednak cała ta operacja ma wymiar bardziej symboliczny niż realny. Z Pałacu Prezydenckiego płyną bowiem jasne sygnały: będzie weto.
Dla obozu rządzącego to nie tragedia, a raczej polityczna zasłona dymna. Ustawa ma pełnić rolę alibi, za którym mogą się kryć bardziej zdecydowane działania, niewymagające aprobaty głowy państwa.