W odpowiedzi na coraz głośniejsze zarzuty, sekretarz stanu USA Marco Rubio zdecydowanie odciął się od sugestii, jakoby 28-punktowy plan pokojowy dla Ukrainy był autorstwa Rosji.
– Plan powstał w Waszyngtonie, a nie w Moskwie – podkreślił w mediach społecznościowych, dodając, że dokument stanowi jedynie robocze ramy do prowadzenia dalszych rozmów dyplomatycznych.
Rubio przyznał, że plan uwzględnia wkład strony rosyjskiej, ale równolegle opiera się na konsultacjach z Ukrainą – zarówno tych trwających, jak i wcześniejszych.
Podobne stanowisko zajął Tommy Pigott z Departamentu Stanu, który określił doniesienia o rosyjskim pochodzeniu dokumentu jako „rażącą nieprawdę”.
Zamieszanie wywołała wypowiedź senatora Mike’a Roundsa, który po rozmowie telefonicznej z Rubiem zasugerował, że plan miał zostać przekazany USA przez Rosjan.
Później jednak wyjaśnił, że chodziło o propozycję przekazaną do analizy – nieoficjalny szkic, który po przecieku trafił do opinii publicznej. Mimo to senator Angus King stwierdził, że dokument wygląda jak „lista życzeń Moskwy”.
Na dodatek Reuters poinformował, że administracja USA miała naciskać na Kijów, grożąc ograniczeniem wsparcia wojskowego i wywiadowczego, jeśli Ukraina nie zaakceptuje planu.
Informacjom tym zaprzeczył jednak Marco Rubio, twierdząc, że nie ma wiedzy o żadnych groźbach pod adresem Zełenskiego.
Kolejne spotkanie ws. przyszłości Ukrainy odbędzie się w Genewie, gdzie zjadą się doradcy ds. bezpieczeństwa z Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii oraz delegacje z USA, UE i Ukrainy. Rubio również zapowiedział swoją obecność na rozmowach.